sobota, 18 grudnia 2010

Ale jestem nieszczęśliwy.... :( Jeszcze wczoraj wariowałem z Pancią wieczorkiem, graliśmy w śwniegową piłkę (i nawet z Pancią wygrywałem) a tu nagle w nocy poczułem się źle... Zwymiotowałem raz, drugi, trzeci, i jeszcze kilkanaście razy więcej, Pancia się mną opiekowała, ale nie wiedziała co mi dolega. Nie chciałem jeść, ani pić, a wymiotowałem taką wstrętną żółtą mazią... Później nawet pianą... Widziałem, że Pancia bardzo się martwii ale nie mogłem przestać. Pancia zabrała mnie do jej łóżeczka i tak razem staraliśmy się zasnąć do rana.


A rano szybciutko do weterynarza ! Pan Andrzej, mój ulubiony weterynarz szybko zdiagnozował co mi dolega: wirusówka... Dostałem zastrzyki, jeden nawet zrobiła mi Pancia i tak leże sobie teraz na swoim posłanku i odpoczywam. Jutro dostane kolejny zastrzyk, a w poniedziałek znowu pojadę do Pana Andrzeja. I mam nadzieje, że jak już wyzdrowieje to Pancia jeszcze kiedyś zabierze mnie do swojego łózia, bo tam tak przyjemnie i cieplutko było ! Tylko nie wiem czemu rano narzekała, że budziła się z moim ogonem na głowie albo nosem na czole... A w to, że jej moją łapkę do nosa wkładałem, to na pewno nie uwierze !!!!




Ps. Pan doktor powiedział, że to nie pierwsza i nie ostatnia wirusówka w moim życiu - mam nadzieje, że tak nie bedzie.


Ps2. Pancia mówi, że jej też niedobrze i boli ją brzuszek.... To chyba będziemy razem sobie wymiotować...

0 komentarze:

Prześlij komentarz